• 06.06.2026

Rozmowa z Antonim Stefanowiczem, prezesem Związku Polaków na Ukrainie

paź 31, 2014

-Kieruje Pan pracą Związku od 11 listopada 2011 roku…

-Po odejściu Stanisława Kosteckiego, który kierował pracą Związku w latach 1995-2011, wybrany zostałem pełniącym obowiązki prezesa. Rok później, też w listopadzie 2012 roku, na zjeździe naszej organizacji, wybrano mnie na prezesa ZPU.

-W Kijowie znalazł się Pan zaraz po studiach…

-Skończyłem politechnikę lwowską ze specjalnością chemik mas plastycznych. Dawniej kierunek ten cieszył się dużym powodzeniem. Zaraz po studiach zostałem skierowany do pracy w kijowskich zakładach lotniczych. Zajmowałem się tam szybami w samolotach AN 24.

Swojego polskiego pochodzenia nigdy nie ukrywałem. Pochodzę z Białorusi, gdzie Polaków aż tak mocno nie prześladowano, za samo pochodzenie, jak na Ukrainie, co nie znaczy jednak, że go wcale nie było. Pamiętam, że w szkole przezywano mnie tam „Polaczok”. Pochodzę z dużej rodziny. Było nas wszystkich ośmioro. U każdego z nas w dokumencie było napisane: Polak. Także ojciec i matka: Polacy.

Wcześniej, jeszcze przed studiami we Lwowie, uczęszczałem do technikum papierniczego w Kaliningradzie. Po jego skończeniu dostałem skierowanie na studia właśnie do Lwowa. To był rok 1962.

-Kiedy włączył się Pan w życie organizacji polskiej?

-Sprawami polskimi zacząłem się zajmować od roku 1989. Odwiedziłem wówczas swojego brata w Polsce. Przeczytałem u niego, chyba w „Gazecie Wyborczej”, że w Kijowie powstała polska organizacja.

Początki ruchu polonijnego, choć wielu nadal uważa, że Polacy na Ukrainie to nie Polonia, datują się na rok 1988. Wtedy to, jeszcze przed rozpadem ZSRR, zaczęto tworzyć pierwsze polskie struktury organizacyjne. W lipcu 1988 założona została Polska Sekcja Kulturalno-Oświatowa przy radzieckim Stowarzyszeniu „Drużba” (Przyjaźń), którą kilka miesięcy później przekształcono w Polskie Stowarzyszenie Kulturalno-Oświatowe na Ukrainie.

-A wcześniej?

-Polacy od dawna zamieszkiwali Ukrainę. Nasze losy, szczególnie jednak w XX wieku, okazały się bardzo tragiczne. Ich skutki wywarły duży wpływ na dzisiejszą kondycję tutejszej polskiej wspólnoty narodowej.

Warto pamiętać, że na Sowieckiej Ukrainie, w latach trzydziestych ubiegłego wieku, różne formy represji dotknęły ponad 150 tys. Polaków. Jeszcze większe straty doznali nasi rodacy w czasach II wojny światowej i po niej. W latach 1939-1959 z dawnych ziem II RP, należących dziś do państwa ukraińskiego, ubyło ponad 1,5 mln Polaków. Na tę liczbę złożyła się deportacja naszych rodaków w głąb Rosji, przeprowadzona w roku 1940 oraz repatriacja do PRL zaraz po ustanowieniu nowej granicy państwowej.

Najmniej sto tysięcy ludności polskiej stało się też ofiarami ludobójstwa dokonanego na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Pozostający zaś na terenie Sowieckiej Ukrainy Polacy poddawani byli wynarodowieniu, czemu służyła prowadzona przez tamtejsze władze polityka narodowościowa.

Propaganda komunistyczna skierowana była na sowietyzację ludności oraz niszczenie wszelkich przejawów polskości w świadomości ludzi. Służyć temu miała depolonizacja w postaci zacierania wszelkiej pamięci nazw wsi, miast, ulic, pomników itd. Resztki Polaków, które zostały na Ukrainie skazane zostały faktycznie, w ten sposób, na stopniowe wynarodowienie i marginalizację społeczną. Polakom zabroniono kultywowania wszelkich tradycji narodowych, a oficjalne władze PRL nie podejmowały prawie żadnych kroków w niesieniu jakiejkolwiek pomocy współrodakom zza wschodniej granicy.

Dodam jeszcze, że liczba Polaków, według spisu ludności z 1959 roku, wynosiła 363 tys., a trzydzieści lat później, w roku 1989, według oficjalnego spisu, już tylko 219 tys., z których zaledwie 12% znało język polski.

Najniższą liczbę ludności polskiej na Ukrainie, bo już tylko 144 tys., wykazał kolejny spis w roku 2001, uważany powszechnie za sfałszowany.

-Dziś takich numerów już się pewnie nie robi? A jak wygląda sytuacja ludności polskiej współcześnie?

-Polacy na Ukrainie mieszkają dziś w dużym rozproszeniu, w różnych częściach naszego kraju. Z pewnością też tysiące mieszkańców Ukrainy nie przestało czuć się Polakami, mimo braku sprzyjających warunków. Swoista formą zademonstrowania swojej przynależności narodowej było nadawanie czysto polskich imion swoim dzieciom i wnukom. Łatwo dostępna, w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku, okazała się możliwość kupowania książek i prenumerata czasopism polskich. Łatwiej też, niż we wcześniejszych latach, można było odwiedzać w Polsce swoich krewnych czy uczestniczyć w nabożeństwach, w ocalałych jeszcze gdzieniegdzie, kościołach rzymsko-katolickich.

Po upadku ZSRR, już w niepodległej Ukrainie, pojawiły się nowe trudności życia codziennego. Najważniejszą dla Polaków była sprawa odrodzenia życia narodowego oraz walka o ekonomiczne przetrwanie. Mieszkańcy dzisiejszej Ukrainy, w tym także i Polacy, przeżywają trudności w znalezieniu się i odzyskaniu swojej tożsamości narodowej. Ostatnie wydarzenia na Majdanie radykalnie to zmieniły.

-Co się zmieniło od czasu Majdanu?

-Polska robiła dużo na Majdanie przez cały czas. W tych wydarzeniach aktywnie uczestniczyli członkowie naszej organizacji. Robiliśmy dwukrotnie polskie dania. Mieszkał tam również Polak Antoni Didkowski. Na Majdanie były też i inne mniejszości narodowe zamieszkujące Ukrainę. Kiedy tam przemawiałem, to moje wystąpienie przerywane było kilkakrotnie oklaskami. Ukraińcy są teraz bardzo przychylnie nastawieni do Polaków i do Polski. Trzeba umieć z tego skorzystać.

-A jaką rolę w budzeniu świadomości narodowej odgrywa na Ukrainie kościół rzymsko-katolicki?

– Nam wydawało się przez lata, że do odrodzenia polskości na Ukrainie może się także przyczynić kościół, który szybko odradzał swoje parafie, diecezje i stworzył nową strukturę administracyjną. Dziś jednak rola kościoła sprowadza się, coraz mocniej, wyłącznie do spraw czysto religijnych – a mniej do narodowych. Tak w praktyce realizowana jest powszechna misja kościoła. Nic więc dziwnego, że ze świątyń znika powoli język polski oraz polskie akcenty narodowe. Absolwenci miejscowych seminariów duchownych zwiększają stopniowo liczbę nie-Polaków wśród tutejszego duchowieństwa.

-Wróćmy może, raz jeszcze, do początków ruchu polonijnego w wolnej Ukrainie…

-Jego początki sięgają czasów „pierestrojki” Gorbaczowa. Na zebraniu założycielskim, o którym wspominałem wcześniej, z 5 lipca 1988 roku, które odbywało się w sali Ukraińskiego Towarzystwa Przyjaźnie i Łączności Kulturalnej Zagranicą, gdzie powstała polska Sekcja Kulturalno-Oświatowa, obecni byli przedstawiciele środowisk polskich z Kijowa, Żytomierza, Chmielnickiego, Winnicy i Lwowa. Wielu z nich nadal działa w naszych strukturach związkowych.

W pierwszych władzach Polskiego Stowarzyszenia Kulturalno-Oświatowego znaleźli się: Anatol Romejko, Stanisława Lewińska, Anatol Kulikowski, Adolf Kondracki, Wiktoria Radik, Jan Glinczewski, Franciszek Miciński, Zygmunt Żytkiewicz i Stanisław Kostecki. Do najważniejszych dokonań Stowarzyszenia należało przygotowanie i zorganizowanie I Kongresu Polaków Ukrainy w maju 1990 roku. Kongres odbył się w Domu Plastyka przy placu Lwowskim w Kijowie. Po raz pierwszy też odprawione zostało uroczyste nabożeństwo żałobne ku czci represji totalitaryzmu i pomordowanych w Bykowni.

Na II Kongresie, który odbył się 19 października roku 1991, Stowarzyszenie przekształcone zostało w niezależny Związek Polaków na Ukrainie (ZPU). Jego prezesem wybrano wówczas Stanisława Szałackiego. W grudniu 1988 roku powstało Towarzystwo Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej – dziś jednej z największych polskich organizacji w ramach Federacji. W 1992 roku powołano do życia drugą ogólnoukraińską organizacje polonijną, Federację Organizacji Polskich na Ukrainie. Przy jej powstaniu ważną rolę odegrał polski konsulat we Lwowie. Federacja powstała jako konkurencyjna organizacja w stosunku do naszego Związku uznanego wówczas za niby „prokomunistyczny”. Jej przewodniczącą wybrano wówczas, i nadal pełni tę funkcję, nauczycielkę wychowania fizycznego Emilię Chmielową.

Powstanie dwóch równolegle działających, o zasięgu krajowym, organizacji należy z perspektywy czasu uznać za sprawę dobra. Zdrowa konkurencja jest wszystkim bardzo potrzebna. Trudno też, z perspektywy czasu, stwierdzić, czy była to decyzja konieczna czy raczej w grę wchodziły sprawy polityczne lub interesy osobiste?

-A więc od roku 1992 działają na Ukrainie dwie organizacje polonijne?

-Powstanie dwóch organizacji rozpzało wysiłki ruchu polonijnego w osiągnięciu swoich celów i pozbawiało możliwości przemawiania jednym głosem przed władzami państwa ukraińskiego czy polskiego. Uważam, że ruch polonijny na Ukrainie więcej na powstaniu dwóch organizacji stracił niż zyskał. Zapewne idealną mogłaby być sytuacja, w której jedna solidna siła należycie reprezentowałaby na zewnątrz interesy Polaków Ukrainy. Ale ma dziś mamy, to co mamy.

-A czym programowo różni się dziś Związek od Federacji?

-Niczym szczególnym. Obie organizacje stawiają na odrodzenie świadomości narodowej, naukę języka ojczystego i zachowanie tradycji i zwyczajów polskich.

-A czy nie chcecie stworzyć jednej silnej organizacji polskiej na Ukrainie?

-Była powołana, chyba 5 lat temu, specjalna komisja. Zwróciliśmy się do Federacji z prośbą nt rozmów o współpracy. Odbyło się nawet kilka spotkań – po 3 osoby z każdej strony. Na ostatnich wspólnych rozmowach umówiliśmy się nawet, że na kolejnych spotkają się nasi prezesi i ustalą zasady dalszej współpracy. Kolejnego spotkania jednak nie było. Teraz działamy tak, aby sobie wzajemnie choć nie przeszkadzać. Każda z dwu organizacji przygotowuje przeważnie samodzielnie imprezy na święta państwowe, narodowe i kościelne itp.

-Co było dalej z Waszym Związkiem?

-W roku 1995 Związek wybrał swojego drugiego prezesa. Został nim, na okres 16 lat, Stanisław Kostecki. Od 1999 byłem pierwszym jego wiceprezesem. Mój poprzednik starał się rządzić samodzielnie. Podał do dymisji, dlatego że próbuje założyć Partię Polaków Ukrainy.

Podczas jego wieloletniej kadencji powstały w Związku organizacje branżowe: Stowarzyszenie Uczonych Polskich Ukrainy, któremu prezesuje prof. Henryk Stroński, Polskie Stowarzyszenie Medyczne na Ukrainie z prof. Anatolem Święcickim na czele, Związek Przedsiębiorców Polskich, Stowarzyszenie Farmerów oraz liczne organizacje młodzieżowe i wiele, wiele innych. Dziś Związek ma ponad 100 oddziałów w 19 obwodach i liczy ponad 26 tys. członków.

Stowarzyszenie Uczonych Polskich Ukrainy (SUPU), powstałe w roku 1998 posiada aktualnie oddziały w 14 obwodach Ukrainy. Organizacja ta, w swojej działalności, zmierza ku ciągłej konsolidacji potencjału naukowego Polaków na Ukrainie. Ważnym zadaniem jest dla nich prowadzenie badań naukowych nad stanem polskiej mniejszości narodowej na Ukrainie, a także ukazanie historii Polaków, wyjaśnianie białych plam oraz prostowanie błędnych opinii. W realizacji tych celów SUPU zainicjowało i przeprowadziło cykl naukowych konferencji pt. „Polacy w Kijowie” (w 2001 roku w Kijowie), „Polacy na Podolu” (w 2002, w Kamieńcu Podolskim), „Polska rodzina na wschodzie” (w 2007, w Kirowogradzie), „Polska dyplomacja na Wschodzie” (w 2010, w Charkowie) i „Polskie dwory i rezydencje na Ukrainie (w 2014, w Winnicy).

Szerokim zainteresowaniem cieszą się też, wydawane przez SUPU, kolejne roczniki „Pamiętnika Kijowskiego” oraz ostatnia monografia książkowa „Polska dyplomacja na Wschodzie w XX i na początku XXI wieku” wydana pod redakcją Henryka Strońskiego i Grzegorza Seroczyńskiego.

Polskie Stowarzyszenie Medyczne na Ukrainie (PSMU) odrodziło się w roku 1994. Zrzesza dziś ponad 280 lekarzy w 16 obwodach. Do jego najważniejszych kierunków działalności należy pomoc medyczna Polakom mieszkającym na Ukrainie – szczególnie emerytom i kombatantom Wojska Polskiego, badanie wkładu lekarzy polskich w rozwój medycyny ukraińskiej, pomoc w załatwianiu staży medycznych dla lekarzy i studentów medycyny w Polsce oraz uczestnictwo w międzynarodowych konferencjach naukowych w Polsce. W roku 2010, staraniem PSMU, powstał oddział polskiej książki medycznej przy Narodowej Bibliotece Medycznej w Kijowie.

-A jaką działalność statutową prowadzi na co dzień Związek Polaków na Ukrainie?

-Kierunki naszej pracy kulturalno-oświatowej wytyczyliśmy sobie jeszcze na I Kongresie Polaków. Za najważniejsze uznaliśmy wówczas nauczanie języka polskiego, historii i kultury.

Dziś na Ukrainie mamy 5 szkół z polskim językiem nauczania, z których tylko jedna znajduje się w Dowbyszu, dwie są we Lwowie, w Mościskach i Gródku Podolskim – zbudowana dzięki współpracy naszego Związku ze Stowarzyszeniem „Wspólnota Polska”. Za cel główny uznajemy otwarcie polskich szkół w Kijowie i Żytomierzu. Warto przy tym pamiętać, że otwarcie nowych szkół zależy głównie od woli rodziców przyszłych uczniów. Istniejące szkoły, z polskim językiem wykładowym, należy uznać na dzień dzisiejszy za stan daleko niewystarczający.

W praktyce występują też inne formy nauczania języka polskiego. Są np. klasy z polskim językiem wykładowym, jest też nauczany język polski jako język obcy albo fakultatywny tryb nauczania. Największy jednak zasięg uzyskały polskie szkoły sobotnio-niedzielne, które istnieją i działają przy organizacjach polonijnych i parafiach. Cała odpowiedzialność i organizacyjna troska procesu nauczania spoczywa przeważnie na barkach naszych stowarzyszeń związkowych. Niestety takim szkołom czy punktom brakuje zazwyczaj pomieszczeń i fachowych wykładowców, choć chętnych do nauki języka polskiego jest tu coraz więcej.

Istnieje jednak zdecydowana przewaga szkół z polskim językiem wykładowym nad szkołami sobotnio-niedzielnymi czy nad formą fakultatywną w szkołach ukraińskich, w których najmłodsi nie mogą uczyć się polskiej historii, geografii czy kultury. Ciekawe jest natomiast, że w ostatnich latach gwałtownie rośnie zainteresowanie młodzieży ukraińskiej studiami na polskich uczelniach oraz nauczaniem języka polskiego.

Ważnym momentem w rozwoju ruchu polonijnego było rozpoczęcie, w roku 1992, wydawania przez ZPU swojej gazety, jaką jest dziś dwutygodnika „Dziennik Kijowski”. Dziennik stał się rzeczywistym i autentycznym organem organizacji, mocno zakorzenionym w życiu Polaków w Kijowie jak i w terenie. Dużym powodzeniem cieszy się też jego strona internetowa.

Na jego czele stoi od wielu lat red. Stanisław Panteluk, doświadczony dziennikarz, tłumacz i działacz społeczny, pierwszy redaktor naczelny kwartalnika „Krynica” wydawanego od roku 1994, podejmującego tematykę religijną oraz dziedzictwa cywilizacji łacińskiej na Ukrainie. Krynica jest dziś redagowana przez red. Dorotę Jaworską.

W polu widzenia „Dziennika Kijowskiego” znajduje się promocja polskiej kultury na Wschodzie oraz interesu polskiej racji stanu. Jest też prezentacja i wspieranie wszelkich działań służących ochronie interesów społecznych mniejszości polskiej na Ukrainie i wreszcie godziwa promocja Polski w społeczeństwie ukraińskim. Zespół redakcyjny uczestniczy zawsze w imprezach polonijnych i regularnie relacjonuje ich przebieg.

Warto zaznaczyć, że polskie periodyki ukazujące się na terenie dzisiejszej Ukrainy są jednym z ważniejszych instrumentów odzyskiwania społeczno-kulturowej tożsamości tutejszej społeczności polskiej. W sytuacji faktycznej nieobecności książki i prasy z Polski, na rynku mediów Ukrainy, miejscowe gazety polskie stają się praktycznie często jedynym źródłem polskiego słowa drukowanego w tym kraju.

-Gdzie jeszcze, poza Kijowem, ukazują się dziś gazety i czasopisma polskie?

-W wielu miejscowościach – m.in. we Lwowie, Berdyczowie i Żytomierzu. W Berdyczowie ukazuje się „Mozaika Berdyczowska” kierowana przez red. Larysę Wermińską, a w Żytomierzu „Tęcza Żytomierszczyzny” wydawana przez red. Wiktorię Laskowską-Szczur. Poczyniono też kroki ku tworzeniu i emitowaniu programów telewizyjnych, radiowych oraz internetowych.

Wspomnieć trzeba także o doświadczonym dziennikarzu Eugeniuszu Gołybardzie, który jest autorem ponad 20 książek prozy i poezji, z których 6 napisanych jest w języku polskim. Redaktor jest też autorem licznych reportaży w „Dzienniku Kijowskim” oraz dwujęzycznych polsko-ukraińskich audycji radiowych ukazujących się na antenie radia ukraińskiego pod tytułem „Po sąsiedzku. Polski wektor”.

-Czym jeszcze zajmuje się Wasz Związek?

-Ważnym kierunkiem w naszej działalności statutowej są sprawy związane z odtwarzaniem elit oraz inteligencji polskiej. W tym m.in. celu wysyłamy naszą młodzież na studia do Polski. Niestety nasi absolwenci, po ich ukończeniu, zazwyczaj tam pozostają i nie wracają na Ukrainę. Pewnym wyjściem z tej niekorzystnej dla nas sytuacji było powołanie Fundacji „Semper Polonia”, która rozdaje stypendia młodzieży polskiego pochodzenia, studiującej na uczelniach ukraińskich.

Zajmujemy się ponadto promocja kultury polskiej. Nasze grupy twórcze występują na licznych festiwalach i osiągają na nich duże sukcesy. Także w każdym oddziale naszego Związku odbywają się liczne koncerty i obchody polskich świąt państwowych i narodowych. Na przykład w Żytomierzu odbywa się festiwal „Tęcza Polesia” zainicjowany 20 lat temu przez Stanisława Sałackiego i Walentego Grabowskiego, który po latach przekształcił się w spotkanie międzynarodowe. Również z okazji świąt kościelnych organizowane są spotkania i festiwale jasełkowe, kolędowe czy pastorałkowe.

Wśród regularnie prowadzonych imprez warto odnotować festiwale w Kijowie (Festiwal Piosenki Współczesnej), Kirowogradzie (Festiwal Polskiej Muzyki Klasycznej) czy Odessie (Festiwal Muzyki Dziecięcej).

Bardzo ważnym kierunkiem naszej działalności jest opieka nad miejscami pamięci i dziedzictwa narodowego oraz zapoznawaniem naszych członków z wkładem wybitnych Polaków w rozwój światowej nauki, kultury oraz innych dziedzin. W tym zakresie – np. w Kijowie bardzo aktywnie działa sekcja historyczna Stowarzyszenia „Zgoda”, wchodzącego w skład naszego Związku. Stowarzyszenie to opiekuje się polskimi mogiłami na Cmentarzu Bajkowym. Dzięki ich pracy uporządkowano i odnowiono pomnik legionistów polskich oraz groby wybitnych Polaków, mieszkańców dawnego Kijowa.

Nasze ostatnie lata były bardzo pracowite. Jeśli porównamy okres początkowy, zaraz po uzyskaniu niepodległości – z obecnymi, to zaszły w tym czasie niesamowite zmiany. Są to zmiany głównie jakościowe, ale są też i ilościowe. Zwiększyła się ilość naszych członków. Już ponad sto organizacji wchodzi w skład naszego Związku. Dawniej było ich zdecydowanie mniej na wschodzie i południu Ukrainy. Więcej było ich w rejonach centralnych i zachodnich. Niektóre stare przestają istnieć, ale na ich miejscu powstają nowe. W ostatnim roku liczba członków naszego Związku wzrosła np. o kolejne 3 tysiące.

Trudno wprawdzie powiedzieć, aby sto procent tych organizacji pracowało aktywnie. Może 80%, a może i więcej, to organizacje, które autentycznie działają. Zdarza się też niestety czasami, że powstające organizacje są zakładane przez ludzi mających chorobliwe ambicje i tworzących bardziej towarzystwa wzajemnej adoracji niż prawdziwe organizacje zajmujące się budzeniem i krzewieniem polskiej świadomości narodowej czy nauką języka ojczystego. Na szczęście tych organizacji jest coraz mniej.

Ostatnio odbywają się liczne „okrągłe stoły” organizacji mniejszości narodowych Ukrainy. Obecnie, po wydarzeniach na Majdanie stworzono specjalne stanowisko pełnomocnika do spraw mniejszości narodowych w randze wiceministra. Do dnia dzisiejszego mniejszościami narodowymi Ukrainy zajmował się departament do spraw religii i mniejszości narodowych przy Ministerstwie Kultury Ukrainy.

-A jak przedstawia się kondycja finansowa Związku? Kto Was wspiera?

-Od rządu ukraińskiego w ostatnich latach nie otrzymaliśmy prawie nic. Mówiłem o tym na łamach „Kuriera Galicyjskiego” w rozmowie z dziennikarzem Eugeniuszem Tuzow-Lubańskim pt. „Bezdomny Związek Polaków na Ukrainie”.

Zupełnie inne podejście do potrzeb mniejszości narodowych ma Polska, gdzie ich działalność finansuje się z budżetu państwa. Np. mniejszość ukraińska otrzymała w Polsce na swoją działalność, w tym na utrzymanie lokali, wydawnictwo gazet itd.: ZUP – ponad 1 mln 590 tys. zł., Stowarzyszenie Łemków – 830 tys. zł., a Związek Ukraińców Podlasia – 337 tys. zł. Nasz natomiast Związek, z kasy rządu ukraińskiego, w tym samym roku nie otrzymał prawie nic. Gdzie tu równe prawa i równe traktowanie? Z tego widać, że państwo polskie dba o mniejszości, które są na jego terytorium, niestety państwo ukraińskie nie.

Wywiad mój został w Polsce bardzo nagłośniony. Wiem, że odpowiednią interpelacje w tej sprawie złożył ówczesny poseł na Sejm RP Artur Górski z PiS. Jednak nie dostałem informacji co do skutków tej interpelacji.

-Dziękuję za rozmowę. Mam nadzieję, że sytuacja Polaków na Ukrainie będzie się teraz szybko zmieniała na lepsze, czego Panu Prezesowi życzę.

Leszek Wątróbski

Zrodlo: http://polscott24.com

Korzystne linki

Sejm
Senat
MSZ
ARPK
WPPL
WID
IP
Polonia Kirowograda
WN
DK
MB
KG
Шляхта
Мелит
Херсон
Мицк
Кривой
Суми
Slavut
ZPLB