wtorek , Czerwiec 27 2017
Kijów ul. I. Franki 40b m. 307
tel. +38 (044) 486-31-77
e-mail: zpu5@o2.pl
Home / Publikacje / Przedszkole zamiast uniwersytetu

Przedszkole zamiast uniwersytetu

Przedszkole zamiast uniwersytetu

Komisja skrutacyjna skrupulatnie podliczała głosy

 

Każdy bałagan zaczyna się najpierw w głowach, a tylko potem nabiera form gorących emocji, konfrontacji, agresji.

Właśnie pod znakiem niedobrych emocji na podłożu intryg i zamierzeń „poddywanowych” rozwijał się główny wątek dramatu pod tytułem „VII Kongres Związku Polaków Ukrainy”.

Uroczysty początek imprezy z odśpiewaniem hymnów Polski i Ukrainy stopniowo zaczął tracić swój urok, kiedy przystąpiono do rozstrzygnięcia regulaminu organizacyjnego prowadzenia Kongresu. Prawie 40 minut trwało uzgodnienie składu Prezydium roboczego i odpowiednich Komisji.

Dość oryginalnym chwytem merytorycznym było wybranie od razu dwóch Przewodniczących Prezydium. Zresztą, jak potem się okazało, taka „symetryczność” organizacyjna znalazła adekwatne potwierdzenie w podziale delegatów Kongresu na dwie rywalizujące ze sobą części.

Przewodniczący Nr 1, zamiast w duchu pozytywnie ujętego konserwatyzmu koić zrozumiałe w takich przypadkach przeciwności, stopniowo doprowadził salę do wrzenia, a zwłaszcza, kiedy krzyczał: „Ja – Przewodniczący! Musicie się podporządkować!” oraz wszczął zapasy w walce o mikrofon z redaktorem naczelnym „Dziennika Kijowskiego”.

Po tych i podobnych mizanscenach teatru absurdu sala konferencyjna zamieniła się na widownie teatralną, a jednocześnie zamieniła Przewodniczącego Nr 1 na Przewodniczącego Nr 2 – spokojną panią redaktor Łarysę Wermińską, której doświadczenie pedagogiczne miało być czynnikiem łagodzącym nie tylko dla przedszkolaków.

Wymiana numerów przyczyniła się nieco do uciszenia lamentu i ukojenia burzliwej namiętności delegatów.

Atmosfera na sali pozostawała dość tolerancyjną, powściągliwą i akceptującą tok wydarzeń po wygłoszeniu sprawozdania Antoniego Stefanowicza, który niecały rok faktycznie pełnił urząd kierownika ZPU, po cichym odejściu S. Kosteckiego. Pan Antoni o własnych siłach wyciągnął centralną siedzibę i całą jej działalność z niebezpiecznego dołka, który zostawił po sobie poprzednik.

 

Półtorej godziny trwało niezbyt spokojne omówienie kilku niezbędnych zmian do Statutu ZPU, z tym, że uchwalone zostały nie wszystkie.

Natomiast aura psychologiczna Kongresu stopniowo zaczęła gęstnieć po dziwnie i gładziutko zaokrąglonym (jak powiedział jeden z moich sąsiadów-delegatów, – „mydlanym, wywołującym wiele pytań”) wystąpieniu Stanisława Kosteckiego, który pełnił obowiązki Prezesa ZPU w ciągu 16 lat i zostawił po sobie faktycznie zrujnowany centralny urząd.

Temperatura Kongresu została podgrzana jeszcze wyżej o kilka kresek podczas wygłoszenia tez programowych kandydatów na stanowisko prezesa ZPU.

Kandydatów było trzech, ale gołym okiem było widać, że tylko dwaj mają szanse. Z jednej strony – realnie działający i od dawna dobrze znany z jego mrówczej, niepozornej, ale skutecznej działalności Antoni Stefanowicz, z drugiej zaś – Anatol Terlecki z Doniecka.

 

Prezydium Kongresu w składzie: (od lewej) Stanisław Panteluk, Antonii Stefanowicz, Aleksander Polaczek, Łarysa Wermińska

 

Połowa sali głośno, z wyraźną dezaprobatą zareagowała na jednego, „kolejnego z donieckich”, którego aktywnie wspierał S. Kostecki. Przekonując delegatów w konieczności wybrania śmiałego i zdecydowanego młodego mężczyzny, dawał do zrozumienia, że kandydat z Doniecka ma pewne możliwości dla rozwiązania nie tylko problemów finansowych.

Niestety, nikt ze zwolenników pana Terleckiego nie powiedział o jego pozytywnej działalności podczas Rewolucji Pomarańczowej, jego aktywnej roli w wystąpieniach na stronie solidarnie manifestujących przeciw falsyfikacji wyborów prezydenckich…

Jak potem dowiedziałem się, A. Terlecki i S. Kostecki mają pewne łączące ich interesy i okoliczności. Nie drobnostką na tym tle była odpowiednio zakrojona działalność S. Kosteckiego w kierunku organizacji nowej partii politycznej narodowościowego typu.

 

Sala znowu zawirowała. Co prawda, większość delegatów korzystała z mikrofonu dla wygłoszenia własnych, poniekąd sławnych, rodowodów, opowiadania o problemach i osiągnięciach organizacji lokalnych etc.

Ułożyć emocje w koryto racjonalnego nurtu spróbował mądry starszy pan Tadeusz Załuski, powszechnie szanowany prezes organizacji z Odessy: „Bądźmy nie tylko konsumentami prawdziwej i pięknej kultury polskiej, a wręcz jej twórcami. (-) A jeżeli nie wiadomo, o co chodzi, to z pewnością chodzi o pieniądze. (-) W razie, gdy zostanie wybrany kandydat z Doniecka, nasza organizacja wyjdzie ze składu ZPU”.

Bez przesady można powiedzieć, że obrady Kongresu odbywały się w atmosferze konfrontacji, a w pewnych momentach przybierały kształtu i treści prawdziwej kłótni.

Po otwarciu urny, przeliczeniu głosów i ogłoszeniu protokołu przez Komisję, okazało się, że za Antoniego Stefanowicza oddano 50 głosów, za Anatola Terleckiego – 49, kandydaturę Gustawa Jabłońskiego podtrzymało 4 delegatów.

Taki wynik wyraźnie ucieszył wielu aktywnych działaczy ruchu polonijnego, zainteresowanych, przede wszystkim, w konsekwentnym, pewnym, przejrzystym i niezawodnym rozwoju wydarzeń w strefie działalności kierownictwa i całego Zarządu ZPU.

Natomiast zwolennicy nurtu politycznego, którego najbardziej aktywnymi reprezentantami występowali S. Kostecki oraz członkowie pewnej organizacji kijowskiej, nie ukrywali swego rozczarowania i bardzo emocjonalnie wymagali nie uznawać wyników wyborów. Między innymi, uważali, że ma być druga tura wyborów.

Wysuwano różne propozycje, wśród których proponowano przenieść wybory na następny dzień. Ale wielu delegatów (w tym z niektórych odległych obwodów Ukrainy) już opuściło salę obrad…

I tu jest potrzebne pewne wyjaśnienie.

Oprócz form głosowania – tajne, jawne, listowne, elektroniczne etc, istnieją trzy organizacyjne poziomy (jak teraz modnie określa się – formaty) ważności głosowania, a w konsekwencji – wyznaczenia i uznania jego wyników: absolutna większość głosów, kwalifikowana większość, zwykła większość.

Każdy z tych trzech formatów ważności ma odpowiednią strefę racjonalnego zastosowania i jest ściśle powiązany z frekwencją wyborczą.

Absolutna większość głosów (nie mniej 66%, a czasem nawet 100%, często nazywana konstytucyjną) potrzebna jest przy uchwaleniu ważnych aktów państwowych, międzypaństwowych, międzynarodowych.

Kwalifikowana większość (50% upoważnionych głosów plus 1 głos) stosowana jest wtedy, gdy do wyboru staje większa liczba kandydatów (zwykle ponad pięciu) i z góry ogłasza się możliwość drugiej tury głosowania, w razie nie nabrania kwalifikowanej większości głosów przez żadnego z kandydatów w pierwszej turze.

Zwykła (niekwalifikowana) większość głosów jest wystarczającą dla wybrania jednego z 2-3 kandydatów i nie potrzebuje drugiej tury, jeżeli ani o drugiej turze, ani o limitowaniu frekwencji wyborczej w ogóle nie było mowy podczas przygotowania wyborów.

 

Wybór dokonany. Głosuje Andrzej Iwaszko z Mariupola

 

Właśnie taką sytuację, powiązaną z wyborami prezesa ZPU mieliśmy 1 grudnia na VII Kongresie ZPU.

A więc nie mają racji zwolennicy ponownego zwołania (Nadzwyczajnego!) Kongresu, szukający pretekstu dla postawienia na czele Związku Polaków Ukrainy mniej znanej osoby z niepełnym wachlarzem zaufania.

Wiele delegatów opuszczało Kongres, nie ukrywając przeżywanego wstydu.

Teraz zaczęła się gra, która nie dodaje autorytetu ZPU i całemu ruchu polonijnemu na Ukrainie. Widocznie chodzi tu nie tylko o rozwój kultury polskiej…

Ktoś uważa, że wynikła sytuacja patowa i trzeba zaczynać od początku. A ktoś już ma po dziurki w nosie tego skandalicznego „kongresowania” i nie chce podobnej powtórki na nowym zebraniu. Inni patrzą na perspektywę swojej pracy polonijnej i śpieszą w ustalonym terminie realizować wcześniej przygotowane według pięknej tradycji projekty i imprezy.

Właśnie zgodnie z piękną tradycją wstąpiliśmy w okres Adwentu, w czas oczekiwania i przygotowania. Nasza tradycja narodowa wymaga od nas uciszenia sporów, oczyszczenia dusz i szlachetnego pojednania przed radosnym Świętem Narodzenia Syna Bożego.

Z jakim nastrojem, z jaką czystością dusz przyjdziemy na spotkanie opłatkowe?

Słyszałem głosy, że najważniejsze jest otrzymać kwotę na organizację tych spotkań. A co, jeżeli nie otrzymacie pieniędzy, nie będziecie świętować?! I czy nie warto wreszcie obrazić się, ale nie na kogoś, a na siebie samych?

Podobno intencje polityczne i współczesna gra w prezesowanie poniekąd zastąpiły sobą polskie tradycje historyczne…

A powracając do wyników Kongresu, warto zaznaczyć, że w tej sytuacji dostatecznie kompromisowym (i słusznym!) rozwiązaniem byłoby wyznaczenie Anatola Terleckiego na stanowisko wice-prezesa ZPU. Niech w pracy praktycznej wyjawi i zrealizuje swoje aspiracje programowe.

 

Szczęść Boże!

 

Eugeniusz GOŁYBARD

(DK.)

 

Leave a Reply

Scroll To Top